poniedziałek, 15 lipca 2024
22.9 C
Swarzędz

Nadal ryją w mieście

Zobacz także

- Reklama -

Od połowy sierpnia stado swarzędzkich dzików znajduje się pod ostrzałem miejscowych łowczych. Tymczasem duża część tego stada nadal widywana jest w okolicach ul. Strzeleckiej i starego młyna.

To w ostatnich miesiącach sztandarowy temat Swarzędza. Nic jednak dziwnego, bo i problem jest spory. Na nic zdały się, przypomnijmy, podejmowane w międzyczasie przez funkcjonariuszy i lokalne koła łowieckie akcje mające na celu wyprowadzenie zwierząt z terenów gminy w lasy Puszczy Zielonka. A próbowano zarówno odstraszających zapachem środków chemicznych, jak i tzw. nęcisk z kukurydzą, której 3 tony zakupiło miasto w celu wytyczenia ich wędrówki poza tereny gminy. Zwierzętom próbowano też utrudnić dostęp do pożywienia poprzez skierowaną do mieszkańców kampanię informacyjną na temat niedokarmiania dzików. Ostatecznie, jak podczas wrześniowej sesji samorządu poinformował Piotr Kubczak, komendant miejscowej straży miejskiej, dziki postanowiono odstrzelić. Sprzyjające w tym względzie okazały się okoliczności, bo 15 sierpnia rozpoczął się sezon polowań na lochy – Innej skutecznej metody nie ma, chociaż kolejne stada z pewnością za jakiś czas pojawią się w naszym mieście – uzasadniał decyzję szef strażników, zapowiadając że odstrzał będzie kontynuowany tak długo, jak długo będzie to potrzebne. Łowczy zabrali się do pracy i jak do tej pory odstrzelono 9 dzików, czyli niemal jedną trzecią swarzędzkiego stada. Zwierzęta jednak, jak informują zaniepokojeni mieszkańcy, cały czas wracają w swoje ulubione miejsca. Ostatnio kilkanaście sztuk widziano na poboczu drogi niedaleko starego młyna, sygnały o ich obecności docierają też z ul. Strzeleckiej i z drugiej strony jeziora. Nie oznacza to jednak, że odstrzał zwierząt został wstrzymany, bo i takie sugestie otrzymaliśmy od swarzędzan: – To pozostałości po tym stadzie. Odstrzał cały czas trwa, trudno jednak oszacować, ile czasu myśliwi potrzebują, żeby uporać się z całym stadem. Na pewno nie jest to łatwe zadanie, bo do tych zwierząt można strzelać tylko w określonych miejscach lasów komunalnych Poznania. Często myśliwi muszą czekać po kilka dni aż dziki pojawią się w tych miejscach, sami też je do nich wywabiają – tłumaczy Piotr Kubczak, dodając że rola gminy w tej sprawie została zakończona: – Jesteśmy w pełni zależni od powodzenia akcji podejmowanych przez myśliwych. Jako gmina nic już nie możemy zrobić – dodaje szef strażników, apelując do mieszkańców o cierpliwość i ostrożność podczas przechadzek po przyjeziornych okolicach, zwłaszcza wieczorami. Przypomnijmy, że cały czas trwają obserwacje innego stada dzików w naszej gminie – tym razem ryjącego w okolicach Bogucina. – Na razie nie mieliśmy zgłoszeń o ich aktywności od mieszkańców – mówi komendant.

mn

{gallery}22.10.2012{/gallery}

 

- Reklama -
- Reklama -