Przejście zlikwidowane, mieszkańcy oburzeni

Kilka tygodni temu PKP PLK zlikwidowała przejście przez tory kolejowe na wysokości ul. Szumana. Nielegalne, dodajmy. Mieszkańcy tej okolicy, korzystający m.in. z miejscowych tras rowerowych czy biegowych, są oburzeni.

- Reklama -

O sprawie poinformował nas mieszkaniec Nowej Wsi: – Od lat to przejście nie było legalne, ale przynajmniej pozwalało przeprowadzić bezpiecznie np. rower i było zabezpieczone barierkami oraz wyłożone płytami betonowymi między torami. To właśnie przejście i to obok starej pętli autobusowej – stanowią główny ciąg rowerowo-pieszy w stronę stawów w Dolinie Cybiny i dalej w stronę kompleksu nad j. Malta – pisze w liście do redakcji mieszkaniec gminy, podkreślając że z przeprawy korzystało sporo swarzędzan. I nie tylko. – W pogodne i cieplejsze dni wręcz dziesiątki biegaczy, rowerzystów i spacerowiczów – chcących odpocząć lub pobiegać/pojeździć w obrębie tak pięknych przyrodniczo terenów jak rezerwat Olszak, czy Staw Młyński, Browarny lub Staw Antoninek – pokonują nielegalnie ruchliwą ulicę Szumana/Żywiczną, przedzierając się przez dwie linie kolejowe. Wydawać by się mogło, że to głupie i nieodpowiedzialne – i pewnie niektórzy niebędący w temacie naszego zaniedbanego (niestety) pogranicza – przyklasną pomysłowi, żeby wysłać tam policję, straż miejską – i karać nieodpowiedzialnych biegaczy, rowerzystów czy spacerowiczów. Ale jaką mają oni alternatywę? – pisze dalej swarzędzanin. Teraz w tym miejscu pojawiła się oficjalna informacja o zakazie przejścia tą trasą, a także tabliczka informująca o liczbie osób potrąconych przez pociągi.

3 km do najbliższej przeprawy

Mieszkańców dziwi decyzja o zamknięciu przejścia, bo według nich z tej trasy nie korzystają pociągi ekspresowe czy pospieszne: – Zrozumiałbym likwidację tego przejścia, jeżeli poruszałyby się tamtędy pociągi z dużą prędkością i bardzo często – ale to tylko łącznica towarowa kolejowej trasy warszawskiej ze stacją na Franowie. Głównie jeżdżą tamtędy pociągi z CLIPa z samochodami na lawetach lub wagony kontenerowe. Poruszają się w ślimaczym tempie i dzięki temu nie doszło tam na szczęście do potrącenia – mówi nam z kolei pan Józef, mieszkaniec ul. Tortunia. Teraz do najbliższej legalnej przeprawy na drugą stronę torów piesi i rowerzyści mają ok. 3 km. I z docierających do nas sygnałów wynika, że nie będą nadkładać drogi, żeby przedostać się na drugą stronę. – Trasa „legalna” prowadzi wzdłuż hałaśliwej i śmierdzącej spalinami ulicy Warszawskiej/Poznańskiej i wymaga dużego samozaparcia, żeby tym dziurawym i nierównym chodnikiem dotrzeć do przejścia podziemnego w obrębie ulicy Sośnickiej – wyjaśnia dalej pan Józef. – Kto podjął tak głupią decyzję, żeby zlikwidować jedyne w miarę bezpieczne przejście przez tory w tym rejonie, choć nielegalne oczywiście, narażając tym samym mieszkańców okolicy, zdesperowanych aby dotrzeć w te pięknie tereny, na nierówną walkę ze sznurami aut i pociągami towarowymi na tej trasie? – zastanawia się mieszkaniec.

PKP: przejście wbrew przepisom

Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z zarządcą trasy kolejowej – PKP Polskimi Liniami Kolejowymi. I jak się dowiedzieliśmy, szans na ponowne uruchomienie tego przejścia nie ma: – Zachowanie bezpieczeństwa na sieci kolejowej jest priorytetem PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. W tym celu podejmujemy szereg działań, m.in. modernizujemy linie kolejowe, szkolimy osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo prowadzenia ruchu kolejowego, a także sukcesywnie likwidujemy nielegalne przejścia w poziomie torów. We wskazanej lokalizacji znajdowało się dojście do nieczynnych obecnie peronów przystanku Nowa Wieś Poznańska. Nie było to jednak wyznaczone przejście. Oznacza to, że przekraczanie torów w tym miejscu odbywało się wbrew przepisom – rozkłada ręce Radosław Śledziński z Zespołu Prasowego PKP PLK. – Przypomnę, że osoby nieuprawnione nie mogą znajdować się na torach poza odpowiednio przystosowanymi i zabezpieczonymi przejściami oraz przejazdami kolejowo-drogowymi. Wszystkie takie miejsca są dobrze oznakowane. Zapewniają bezpieczeństwo pieszym i rowerzystom. Wchodzenie na tory w miejscu do tego nieprzeznaczonym, poza wyznaczonymi przejściami i przejazdami, to ogromne zagrożenie. Tylko w lutym, w całej Polsce, doszło do 24 zdarzeń z udziałem pieszych, którzy przekraczali tory w niedozwolonych miejscach – wylicza.

Gmina: mamy inne priorytety

Mieszkańcy oczekują, że w sprawie zorganizowania w tym miejscu jakiejś legalnej przeprawy zadziała gmina. Ale jak dowiedzieliśmy się w ratuszu, zorganizowanie takowej przez tory nie jest ani proste, ani tanie: – W ciągu dwóch ostatnich lat nie znajduję w naszej korespondencji żadnego pisma z PKP PLK, informującego o tym, że przejście będzie zamknięte lub ewentualnie możemy je zagospodarować na użytek mieszkańców, co oznacza że zostało przez kolej zlikwidowane ze względów bezpieczeństwa – tłumaczy wiceburmistrz Grzegorz Taterka. – Gdybyśmy mieli pomyśleć o zbudowaniu bezpiecznego i legalnego przejścia w tym miejscu, to biorąc pod uwagę kwestie prawne i inwestowania na nie swoim terenie, potrzebne byłyby ogromne środki, być może ze względów bezpieczeństwa związane również z koniecznością wybudowania kładki nad torami – z podjazdami czy szybami windowymi. Wiemy, że z tego przejścia korzystali – głównie w weekendy – rowerzyści i spacerowicze, ale w tej chwili mamy inne priorytety komunikacyjne, leżące w interesie większej liczby mieszkańców. Mam tu na myśli strategiczne inwestycje związane np. z budową tunelu w ul. Tabaki, tunelu w Kobylnicy czy zjazdów na wysokości dworca, z którego korzystają dzieci uczęszczające do szkoły i na tym koncentrujemy gminne finanse – podsumowuje zastępca gospodarza miasta.

- Reklama -