Kwarantanna po swarzędzku

Swarzędzanie wracający z zagranicy obejmowani są 14-dniową kwarantanną z uwagi na panującą pandemię koronawirusa. Tak przynajmniej stanowią przepisy. Jednak w przypadku pana Tomasza zadziałały nie instytucje państwowe, a zwykła ludzka odpowiedzialność.

Telefon milczy

Pan Tomasz napisał do nas kilka dni temu, informując że 18 marca wrócił z pracy w Niemczech do Polski. Zgodnie z wytycznymi związanymi z pandemią koronawirusa nakazano mu poddanie się 14-dniowej, domowej kwarantannie. Zdziwił się jednak, gdy w tym czasie żadna z instytucji państwowych nie skontaktowała się z nim w tej sprawie: – Chciałbym opisać swoją sytuację jako dowód, że instytucje państwowe kompletnie nie radzą sobie z epidemią koronawirusa – mówi mieszkaniec Swarzędza. Jak opowiada, na przejściu granicznym w Świecku przeszedł standardowe ostatnio procedury: pomiar temperatury oraz wypełnienie tzw. karty lokalizacyjnej: – Po wypisaniu kart (bez sprawdzenia danych np. na podstawie dowodu) poinformowano, że jestem objęty 14-dniową kwarantanną. Po przyjeździe do domu ok. 12:00 w południe 18 marca zadzwoniłem do sanepidu w Poznaniu i poinformowałem, że przekroczylem granicę i przekazałem swoje dane. Po dwóch dniach zadzwoniłem na Policję z zapytaniem czy ktoś mnie bedzie kontrolował. Zdziwiło mnie, że nie ma mnie w rejestrze osób poddanych kwarantannie – opowiada pan Tomasz. – Zadzwoniłem też ponownie do sanepidu z zapytaniem czy ktoś bedzie do mnie dzwonił i sprawdzał jak sie czuję. Pani poinformowała, że może sie okazać, że nikt nie przyjedzie przez całe 14 dni z Policji i nikt może nie zadzwoni z sanepidu i stwierdziła, że tak naprawdę Państwo kuleje. Testów na końcu kwarantanny nikt mi nie zrobi, bo ich po prostu nie ma – dodaje mieszkaniec gminy.

Kwarantanna? Poproś sąsiada

W poniedziałek, 23 marca pan Tomasz ponownie wykonał telefon. Tym razem na Policję, pytając czy ktoś przyjedzie sprawdzić jak przebiega jego kwarantanna i być może pomoże ze śmieciami, czy zakupami. – Odpowiedziano, że nie ma sprawy, ale nadal nie ma mnie w spisie osób objętych kwarantanną, więc teoretycznie mogę chodzić wszedzie sam. Nie ma mnie w systemie, zatem nikt nie wyciagnie konsekwencji – opowiada dalej pan Tomasz. 24 marca poczuł się jednak gorzej. – Od wczoraj boli mnie gardło. Zadzwoniłem do lekarza rodzinnego i muszę wziać antybiotyk. Tylko kto ma iść do apteki? – zastanawia się. W sanepidzie – telefonicznie – poinformowano pana Tomasza, że o pomoc może poprosić np. sąsiada. – Bzdura. Ludzie są wystraszeni bardziej niż dzieciaki. Na pytanie czy jestem w sanepidowskim spisie osób objętych obowiązkową kwarantanną poinformowano mnie, że nie – po tygodniu od powrotu do kraju. Podobno Urzad Wojewódzki ma listę osób z zagranicy, ale dodzwonić się tam to jak znalezć wolną linię w konkursie w telewizji – denerwuje się swarzędzanin. – Jako odpowiedzialny człowiek chciałem sie poddać kwarantannie w domu razem z żoną i dziećmi, ale Państwo uniemozliwia mi to. Przez to, że nie ma mnie w spisie osób objetych przymusową kwarantanną, teoretycznie wszedzie mogę chodzić sam, ale nie robię tego, bo wtedy kwarantanna nie ma sensu. Poza tym zależy mi na ochronie żony i dzieci. Policja niestety nie może mi pomóc, bo nie ma mnie w spisie. Więc Państwo zmusza mnie bym wszedzie wysyłał żonę: wyrzucać śmieci, do apteki, do sklepu i narażać ją na przypadkowe zarażenie i tym samym siebie i dzieci. A Państwo ma czelność pisać o karach za jej nieprzestrzeganie? A co gdybym mieszkał sam? Kto mi pomoże w takiej sytuacji? Tymczasem Państwo trąbi, żeby zostać w domu. W jaki sposób? Za chwilę sie okaże, że na końcu kwarantanny bede miał objawy, bo zarazi mnie żona, która naraża swoje zdrowie, dzieci i moje, bo instytucje nie ogarniają sytuacji? – mówi pan Tomasz.

Sanepid: zalecamy samoobserwację

Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z powiatowym sanepidem. Urzędnicy byli zdziwieni, że mieszkaniec naszej gminy nie figuruje w rejestrze osób objętych kwarantanną: – Wszystko zależy od tego kiedy nastąpił powrót, bo sytuacja jest bardzo dynamiczna, przepisy i rozporządzenia np. wojewody zmieniają się praktycznie z dnia na dzień i procedury są zaostrzane – głównie odnośnie powrotów w ciągu ostatnich dni. Posiadamy listy osób objętych kwarantanną, kontaktujemy się z nimi. Jeśli do kogoś nie dotarliśmy, to ta osoba powinna zgłosić się do nas sama. Przede wszystkim jednak w takich przypadkach zalecana jest samoobserwacja, zwłaszcza gdy dana osoba nie ma charakterystycznych objawów choroby jak podwyższona gorączka czy duszności. Przestrzeganie kwarantanny zależy przede wszystkim od nas samych – mówi nam Cyryla Staszewska, rzecznik prasowy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu. Przypadek pana Tomasza nie jest jednak jedynym w naszej gminie. Z docierających do nas sygnałów wynika, że w podobnej sytuacji znalazła się inna mieszkanka Swarzędza. Nie może jednak skontaktować się z sanepidem. Powód? Podany numer telefonu jest nieczynny. Co mają robić takie osoby? – Jeśli kogoś nie ma w systemie lub nie może się z nami skontaktować, poddaje się kwarantannie zgodnie z obowiązującymi przepisami i obserwuje swój stan. Jeżeli taka osoba czuje się dobrze, nie szuka pomocy u lekarza, nie ma żadnych objawów, to po prostu musi dokończyć kwarantannę, bez względu na to czy ktoś z instytucji państwowych się z nią skontaktuje czy nie. Nikt nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za to, że nie jest ujęty na liście osób wracających do kraju. Kwarantannę, podkreślam, trzeba jednak odbyć a rozpoczyna się ona na drugi dzień od powrotu z zagranicy – podkreśla rzeczniczka sanepidu. Pytanie ile osób objętych kwarantanną zachowuje się tak odpowiedzialnie jak np. pan Tomasz. Bo jeżeli w systemie kontroli epidemicznej są takie luki, to może rzeczywiście lepiej do minimum ograniczać kontakty z innymi.

*imię bohatera artykułu zmieniliśmy zgodnie z jego życzeniem o niepublikowaniu jego danych osobowych.

- Reklama -