Tata, prósy…. (Swarzędzka opowieść świąteczna)

Grudzień 1914r. był kolejnym miesiącem niedawno rozpoczętej wojny. Na zachodzie Europy po wielu krwawych i burzliwych potyczkach front w zasadzie ustabilizował się . Natomiast ze wschodu docierały niepokojące wieści. Wojska rosyjskie prowadziły zdecydowaną ofensywę na zachód, w kierunku Poznania. Do kajzerowskiej armii powoływano kolejne roczniki rekruta.

Antoni codziennie wsłuchiwał się w nadchodzące wieści o wojnie. Jak każdy liczył, że wojna szybko minie,a jej przykre skutki nie dosięgnągo i jego licznejrodziny. Miał 43 lata.  Doczekał siępięciu córek i trzech synów. Żona Marianna dbała  o  dom i wychowanie dzieci. On niedawno otrzymał pracę w tartaku parowym  Niemca Roberta Liffke przy ul. Wrzesińskiej w Swarzędzu.  Praca była ciężka, ale wypłatę otrzymywał regularnie. Pozwalało to na skromne utrzymanie rodziny. Niedawna przeprowadzka  z Jasinia do Łowęcina,do  wynajętego od gospodarza Markiewicza obszerniejszego mieszkania w domu z ogródkiem, stała praca, to wszystko dawało nadzieję i perspektywę na przyszłość. Gdyby nie ta wojna…. Miał już swoje lata i liczył, że nie zostanie zmobilizowany.

Tym czasem zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Wiedział, a nawet czuł w podświadomości, że żona nie wiadomo jak zdobędzie trochę produktów  i przygotuje skromną, smaczną wieczerzę wigilijną. Wspólnie zasiądą do stołu, będą raczyli się potrawami, a później długo w noc będą śpiewali kolędy. Gwiazdor na pewno przyniesie dla młodszych szaliki i rękawiczki, które nasztrykowały starsze dziewczyny,  a one między sobą wymienią się wyheklowanymi chusteczkami lub serwetkami.

Od dzisiaj właściciel tartaku powierzył Antoniemu sprzedaż choinek. Na pewno chciał w ten sposób pomóc, bo napiwki pozostawały w kieszeni sprzedającego. Z wierzenickich lasów przywieziono kilka furmanek ściętych drzewek. Antoni już wczoraj porozkładał je na wjeździe do tartaku. Kiedy w domu podzielił się wiadomością, że będzie sprzedawał choinki, mały Kazik, 4- letni synek przez cały wieczór nie dawał mu spokoju, aż wymusił obietnicę, że tata zabierze go ze sobą. Rano, jeszcze po ciemku obudził ojca, sprawnie ubrał się i był gotowy do wymarszu.

Na miejscu, w tartaku wszędzie było go pełno. Uwijał się między kupującymi i przysłuchiwał się ich rozmowom, uprzątał porozrzucane gałązki. Jednak było coś, co najbardziej fascynowało chłopca.  To tartak. Kłęby buchającej pary, rytmiczna, hałaśliwa  praca maszyn, głośne  pokrzykiwania ludzi ,to wszystko było bardzo tajemnicze i  wzbudzało nieodpartą chęć zajrzenia do środka.Z dala widział potężne maszyny, wirujące wały z pasami transmisyjnymi, wózki którymi potężne kłody wjeżdżały do środka. Odurzał zapach świeżo przetartego drewna. Jednak pilarze nie pozwalali malcowi podchodzić zbyt blisko.

W wolnych chwilach, kiedy nie było klientów, uważnie słuchał opowieści ojca o rodzinie, o Polsce. Krótki grudniowy dzień mijał szybko i wnet zaczęło zmierzchać, tym bardziej, że nadciągały ciężkie ołowiane chmury zwiastujące opady śniegu.  W nielicznych domach zapalono lampy naftowe. Kupujących już nie było więc Antoni rozpocząłuprzątanie placu. Wtem pośród ciszy usłyszał lekko drżący głos zmarzniętego malca:

– tata prósy,

pochłonięty sprzątaniem Antoni odpowiedział:

– Kaziu, tu nie  Prusy, tu Polska,

– tata prósy,

– mówiłem ci synu, tu nie Prusy, tu Polska,

– ale tata prósy,

Antoni wyprostował się i spojrzał na syna. Ten wskazywał ręką w górę. Zaczynał padać śnieg. Pojedyncze płatki  tańcząc okrywały wszystko dookoła. Opad robił się z każdą chwilą coraz intensywniejszy. Antoni ujął malca pod pachy, podniósł go do góry i przytulił do piersi.

– Widzisz Kaziu, teraz tu są Prusy, ale tu była kiedyś  Polska i będzie Polska. Nie wiem czy ja tego doczekam, ale ty na pewno. A teraz idziemy szybko do domu, bo mama czeka na nas z ciepłą polewką.

Przez cały wieczór Kazik opowiadał swoje wrażenia, zmuszając  mamę  i rodzeństwo do uważnego słuchania.A po kolacji gdy cała rodzina odmawiała wieczorny pacierz i różaniec,mały Kaziu, który

klęczał za mamą, zmęczony wrażeniami całego dnia oraz grudniowym zimnem, położył głowę namamine stopy i tak zasnął.

Postscriptum

Z końcem 1914r. pruskie władze administracyjne nakazały zamknięcie tartaku.

Do wojska Antoniego Stanisławskiegopowołano w lutym 1917r. Po krótkim przeszkoleniu w koszarach na Golęcinie w Poznaniu świeżo upieczonegogefrajtra skierowany na front zachodni. Tam uległ zatruciu gazem bojowym. Na leczenie został wysłany do  szpitala w Królewcu. W drugiej połowie sierpnia 1918r. przyjechał do rodziny na dwutygodniowy urlop. Zmarł 3-ego października  w Królewcu i tam został pochowany na wojskowym cmentarzu. Zabrakło dosłownie kilku tygodni by doczekał  i radował się z odzyskania przez Polskę niepodległości.

Marek Stanisławski

                             (Autor jest synem Kazia, wnukiem Antoniego – bohaterów opowiadania)

- Reklama -