Gmina na celowniku Szwendacza

Od kilku tygodni miejscowych internautów mocno intryguje osoba Szwendacza Swarzędzkiego, przemierzającego gminę z aparatem w ręku. Szwendacz nie uznaje kompromisów, bo fotografuje wszystko: architekturę, krajobrazy, odwiedza też firmy i instytucje uwieczniając pracujących tam ludzi. Wykonane przez niego zdjęcia można znaleźć na profilu facebookowym pod taką samą nazwą, który cieszy się coraz większą popularnością wśród swarzędzan. Kim jednak jest Szwendacz? Nam udało się ustalić jego personalia i chwilę porozmawiać.

- Reklama -

Jak się okazuje, „Szwendacz Swarzędzki” to projekt stworzony przez znanego, miejscowego fotografika Remigiusza Błachnio. Jak sam przyznaje, owocem „szwendania się” po gminie ma być swojego rodzaju miejska kronika, dostępna w formie wirtualnego spaceru. Jej zadaniem będzie pokazanie zarówno całokształtu regionu, jak i niezauważalnych dla zwykłego przechodnia szczegółów. – Fajnie, gdyby po latach moje zdjęcia wywoływały pozytywne i sentymentalne wspomnienia – mówi Pan Remigiusz w rozmowie z „TS”.

Tygodnik Swarzędzki: Od kiedy „szwenda” się Pan po mieście z aparatem? Czemu ma służyć ta idea?

Remigiusz Błachnio: Moje pierwsze szwendaczki rozpocząłem w zeszłym roku. Były to jednak zdjęcia typowo przyrodnicze. Fotografowałem Dolinę Cybiny i Jezioro Swarzędzkie. Później postawiłem sobie za cel odwiedzenie z aparatem wszystkich Parków Narodowych w Polsce. Dopiero w tym roku powstał projekt „Szwendacz Swarzędzki”. Ideą moich wędrówek jest pokazanie Swarzędza i naszej gminy takimi, jakimi zastajemy je obecnie. Chciałbym kontynuować też dzieło mojego taty, ś.p. Henryka Błachnio, patrona alei nad naszym jeziorem. Wyszedłem jednak poza kanony rzemiosła i postanowiłem zrobić coś dla miasta bezinteresownie, dla naszej społeczności, ale być może także dla pamięci naszej rodziny. Fajnie, gdyby po latach moje zdjęcia wywoływały pozytywne i sentymentalne wspomnienia.

TS: Czy ma Pan jakieś ulubione miejsca w gminie, w których szczególnie dobrze wykonuje się Panu zdjęcia?

R.B.: Uwielbiam fotografować krajobrazy i zanurzać się w otchłani lasów, jezior i rzek. Upodobałem sobie więc Dolinę Cybiny. Tam najbardziej lubię wracać, gdy potrzebuję wyciszenia i regeneracji.

TS: Podczas swoich wycieczek koncentruje się Pan na jakichś szczególnych okolicznościach, architekturze, ludziach, czy po prostu szuka tego jedynego, idealnego kadru?

R.B.: Projekt „Szwendacz Swarzędzki” to swego rodzaju kronika, w formie wirtualnego spaceru. Moje kolejne albumy dzielę na regiony: ulice, osiedla, wsie gminne. Chcę pokazać całokształt danego regionu, ale też niezauważalne dla zwykłego przechodnia szczegóły. Oczywiście chciałbym w większym stopniu pokazywać też społeczność Swarzędza, niestety obecne prawo o wizerunku jest tak skonstruowane, że unikam pokazywania zwykłych przechodniów. Często jednak spotkam znajomych, których mam w Swarzędzu wielu i to Ich udaje mi się namówić na zaistnienie w projekcie. Prawie każde zdjęcie staram się też podpisać i to te opisy wzbogacają obrazy same w sobie.  

TS: No właśnie. Wiemy, że sporo zdjęć robi Pan także w prywatnych firmach. Jak pracownicy reagują na aparat w miejscu pracy?

R.B.: Dokładnie. Fotografowanie swarzędzkich firm i osób z nimi związanych, to forma oddania im swego rodzaju hołdu za Ich ciężką pracę. Do moich zdjęć pozują często całe rodziny, a także pracownicy. To pokazuje jaką wartością danej firmy są ludzie. Sam jestem przedsiębiorcą i mimo, że moja firma zlokalizowana jest w Pobiedziskach, to jako rdzenny mieszkaniec gminy Swarzędz, rozumiem jak trudne jest poświęcenie się swojej pracy na przestrzeni lat.

TS: Swarzędz to jednak spora gmina. Czy zamierza Pan odwiedzić i uwiecznić na „kliszy” aparatu każdy jej rejon?

R.B.: Taki mam zamiar, choć wiem, że jest to niemal niewykonalne. W związku z moimi obowiązkami firmowymi i prywatnymi, projekt Szwendacz Swarzędzki, to jednak tylko dodatek do  innych pasji, które posiadam. Same spacery, przygotowania do nich od strony merytorycznej i logistycznej, spotkania z mieszkańcami, właścicielami firm i negocjacje z nimi, trwają bardzo długo. Później wszystkie zdjęcia poddaję selekcji, układam według chronologii zgodnej z lokalizacją oraz ich atrakcyjnością, poddaję obróbce i dopiero wtedy tworzę albumy na portalu Facebook. To właśnie tam znajdziecie wszystkie zdjęcia Szwendacza Swarzędzkiego. Oczywiście moim marzeniem jest wydanie również albumu w tradycyjnej formie papierowej, ale na to potrzeba już sporych funduszy. W obecnych, trudnych czasach dla mojej branży jest to praktycznie niemożliwe.  

TS: Swarzędz to docelowe atelier czy jednak wstęp do czegoś większego? Myśli Pan o tym, by poszwendać się także poza gminą?

R.B.: Dobre pytanie… Myślę, że tak duża popularność Szwendacza Swarzędzkiego, którą już zyskał w naszej gminie, wcześniej czy później zaowocuje albumami z sąsiednich gmin. Co więcej, mogę Wam zdradzić, że już zbieram materiały o równie bliskich mi Pobiedziskach. Za Waszą sprawą chciałbym na koniec podziękować przychylnym mi osobom. Mojej rodzinie, żonie Ewelinie oraz synom Adamowi i Jasiowi za wyrozumiałość i godziny spędzone przy tym projekcie. Dziękuję też obserwatorom „Szwendacza” za kulturalne i życzliwe komentarze, a także wszystkim, którzy trzymają za Szwendacza Swarzędzkiego kciuki. Dziękuję bardzo.

TS: Dziękujemy za rozmowę.

Remik Błachnio, absolwent poznańskiego AWFu, mistrz fotografii, członek Wielkopolskiego Cechu Fotografów, członek Komisji Egzaminacyjnej WCF, pedagog, społecznik. Od wielu lat szkoli przyszłych czeladników i techników fotografii. Jest synem znanego i cenionego w Swarzędzu artysty-fotografika, ś.p. Henryka Błachnio.

- Reklama -