13.9 C
Swarzędz
piątek, 7 października 2022

Powstaniec Warszawski z Łowęcina

1 sierpień. Dzień wybuchu Powstania Warszawskiego. Co prawda nam – Wielkopolanom - bliżej do Powstania Wielkopolskiego, bo przecież mało jest rodzin, w których jakiś przodek nie brał w nim udziału. Ale należy również uszanować inny zryw powstańczy Polaków, tym bardziej że również mieszkańcy ziemi wielkopolskiej brali w nim udział. Jedną z takich postaci był Edmund Jokiel z Łowęcina.

Zobacz także

Rodzina Jokiel pochodzi z Wielkopolski, z okolic Śmigla, Wielichowa, Rakoniewic. Rodzice naszego bohatera – Stefan Jokiel i Marianna z domu Andrzejewska nie należeli do osób zamożnych, stąd gdy zawarli związek małżeński zdecydowali się wyjechać „za pracą do Niemiec”. Tam też rodzi się nasz bohater w miejscowości Misburg w dniu 10 kwietnia 1919 r. Ojciec podjął pracę w kopalni, ale niestety doszło do katastrofy. Został uwięziony pod zwałami węgla. Tydzień trwała akcja ratunkowa i w końcu ratownikom udało się dotrzeć do uwięzionych. Ojciec bardzo źle zniósł ten stan i do końca życia chorował, m.in. na płuca. Nie był zdolny do ciężkiej pracy. Stąd rodzina zdecydowała się wrócić do Polski. Zamieszkali w Pruszkowie k. Rakoniewic. Tam na świat przychodzi rodzeństwo Edmunda – siostra i dwóch braci. Już nieco starszy Edmund wstępuje do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” Rakoniewice, którego celem jest podnoszenie sprawności sportowej młodzieży oraz szerzenie świadomości narodowej i postaw obywatelskich.

Z przekazu rodzinnego wynika, że nasz bohater trenował rzut granatem oraz biegi. Niestety „sielskie życie” skończyło się wraz z wybuchem II wojny światowej i wkroczeniem Niemców do Polski. Jak wszyscy wiemy, w Wielkopolsce przed wojną mieszkało dużo obywateli narodowości niemieckiej i prawdopodobnie to oni przekazywali hitlerowcom wykazy młodzieży, która należała do „Sokoła”. Edmund dowiedział się o możliwym aresztowaniu i uciekł do Poznania. Rzeczywiście, dane Edmunda zostały zamieszczone na liście osób poszukiwanych przez Niemców. Już z upływem lat w rodzinie mówiono, że był to pierwszy raz, gdy na Edmunda wydano „wyrok śmierci” (będą jeszcze następne). Chcąc zgubić ślad zmienił nazwisko na Mielcarek.  Dokładnie nie wiadomo czym się zajmował w tym czasie. W Poznaniu poznał swoją przyszłą żonę Władysławę Modlińską. Młodzi stosunkowo szybko pobrali się i w następnym roku urodził się im syn Mieczysław (o nazwisku Mielcarek). Żona naszego bohatera mieszkała wraz z rodzicami przy ul. Garbary, naprzeciwko szkoły przy ul. Estkowskiego. Teść Ludwik Modliński był „wozakiem”. Miał konie i wóz, którymi przewoził towary. Jak większość Polaków rodzina została wyrzucona z domu i znalazła schronienie w okolicach Malty. Tam też zamieszkał Edmund. W 1942 r. na świat przychodzi ich córka (też o nazwisku Mielcarek – dopiero po wojnie ojciec wystąpił do władz państwowych o zmianę nazwiska dzieci na Jokiel) i wkrótce Edmund dowiaduje się, że jest znowu poszukiwany przez Niemców. Ponownie musi uciekać (drugi „wyrok śmierci”). Zostawia rodzinę, nielegalnie przekracza granicę i ucieka do Warszawy. W rodzinie zachował się przekaz, że chcąc przekroczyć granicę najpierw nasz bohater chował się po bagnach, nawet pewien czas spędził w jeziorze i gdy w godzinach rannych jakiś gospodarz przekraczał granicę wioząc siano na wozie, Edmund schował się w tej kupie siana. Tak udało mu się uciec Niemcom. Wraz z przekroczeniem granicy zmienił nazwisko na Zenon Kurczewski. Będąc w Warszawie nawiązał kontakt z rodziną mamy – Andrzejewskimi, m.in. z jednym z wujków, który był policjantem. Ten wujek w przyszłości uratuje mu życie. W Warszawie Edmund był w momencie wybuchu Powstania Warszawskiego. Oczywiście nie zawahał się i wziął w nim udział. Z wniosku o przyjęcie do ZBOWID-u wynika, że w powstaniu walczył z bronią w ręku na Mokotowie, w okolicach Alei Niepodległości,  pod dowództwem „por. Czarnego”, „ppor. Wacława”, „pchor.. Żurawia” i pchor.. Łowcy”. Został ciężko ranny w głowę (do końca życia miał bliznę na czole). Znalazł się w szpitalu, w którym pracowały siostry zakonne. Szpital był pilnowany przez Niemców. Jakiś czas, prawdopodobnie około tygodnia, był bez przytomności. Gdy ją odzyskał chciał się uwolnić, ale było to niemożliwe. Na szczęście w szpitalu tym odnalazł go wujek Andrzejewski, o którym była mowa wyżej. Postarał się o strój zakonnicy i w tym stroju Edmund opuścił szpital. Wrócił do Powstania, które już chyliło się ku upadkowi. Po jego upadku został aresztowany przez Niemców i wysłany do obozu w Stutthofie. Był to obóz przejściowy, skąd dalej znalazł się w obozie Neuengamme, potem Bergen-Belsen. W tym miejscu należy wspomnieć o „trzeciej karze śmierci”, która miała spotkać naszego bohatera. Podczas pobytu w Neuengamme chorował m.in. na tyfus. Spodziewał się, że może zginąć w komorze gazowej. W nocy poprzedzającej jego zlikwidowanie został zorganizowany transport więźniów do nowego obozu w Bergen-Belsen. Wypada zauważyć, że więźniowie z tego obozu nie mieli wytatuowanych numerów, tylko na ubraniach mieli je wyszyte. Nasz bohater miał numer obozowy 92203. Edmund w nocy zamienił się ubraniami ze współwięźniem, z którym dzielił pryczę i pod innym nazwiskiem wyjechał do nowego obozu. W taki sposób uniknął śmierci. W Bergen-Belsen doczekał końca wojny. Obóz został wyzwolony przez Amerykanów. Jak wspominał, w tym czasie ważył 36 kg. W momencie wyzwalania obozu znajdowało się w nim około 3000 osób, by po miesiącu zostało ich zaledwie 300. Wszystko za sprawą złego podejścia Amerykanów do karmienia byłych więźniów. Więźniowie wiele miesięcy głodowali, po czym po wyzwoleniu otrzymali niewłaściwy pokarm, który spowodował rozstrój zdrowia i bardzo wielu umarło.

W 1946 r. Edmund wrócił do Polski, do Szczecina. Tam oczywiście został aresztowany przez pracowników Urzędu Bezpieczeństwa (UB) jako „powracający z Zachodu”. Na szczęście miał wszystkie dokumenty świadczące o pobycie w obozach, dzięki czemu został wypuszczony. Nie wiadomo dokładnie jaki czas spędził, będąc aresztowanym. Przy opuszczeniu budynku UB zostały mu zabrane wszystkie rzeczy, które dostał od Amerykanów, gdy wychodził z obozu. Wrócił do Poznania i zamieszkał z żoną i córką przy ul. Grobla. Wcześniej, bo w 1944 r. zmarł jego syn. Prawdopodobnie lekarz niemiecki przeprowadzał jakieś próby pseudomedyczne na dziecku. W rodzinie zachował się pogląd, że to dziecko nagle zaczęło gwałtownie rosnąć, bowiem 4-letnie dziecko wzrostem przypominało co najmniej 7-latka. Ale o tym dowiedział się Edmund już po przyjeździe do Poznania. Tu zajął się handlem. Posiadał firmę transportową, miał samochody. Różnie układało się z firmą – raz lepiej, raz gorzej. Po pewnym czasie władze państwowe naliczyły mu taki „domiar”, że musiał sprzedać wszystkie samochody, żeby spłacić  dług. Ale nie poddał się. Zaczął sprowadzać jabłka z okolic Warszawy, nimi handlować i z tego żyła rodzina. W 1949 r. kupił w Łowęcinie 1,5 ha ziemi od ówczesnego sołtysa Kosmowskiego. Posadził sad, wybudował dom i stajnię, kupił też konie. Do Łowęcina sprowadził swoich rodziców. To oni zajmowali się ziemią, a owoce z sadu i warzywa sprzedawali na swarzędzkim bazarze. Edmund zaś z rodziną mieszkał w Poznaniu. W 1964 r. zmienił zdanie. Przyjechał do Łowęcina, wybudował dom obok domu swoich rodziców i sprowadził swoją rodzinę. Zajął się ogrodnictwem, m.in. wybudował szklarnię. Ogrodnictwo to funkcjonuje do dnia dzisiejszego i obecnie prowadzi je syn Marek.

Pod koniec życia Edmund był członkiem ZBOWID-u. W swojej legitymacji miał wpis, że był więźniem politycznym. Z zaświadczenia z tej organizacji wynika, że w sumie Edmund Jokiel był uwięziony w obozach koncentracyjnych i więzieniach w okresie od 29 września 1944 r. do 9 maja 1945 r. Był także członkiem Związku Inwalidów Wojennych PRL. Uchwałą Rady Państwa z dnia 11 marca 1987 r. został odznaczony Krzyżem Oświęcimskim.
Edmund Jokiel zmarł  3 grudnia 1991 r. Jego żona Władysława zmarła 21 sierpnia 2004 r. Oboje spoczęli na cmentarzu przy kościele pw. św. Marcina Biskupa w Swarzędzu. Na grobie Edmunda rodzina ustawiła tabliczkę informującą, że był Powstańcem Warszawskim.

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -